Jack ceruje pończochy, czyli włókiennicy wokół matki

 

W latach 30. XIX wieku pewien robotnik brytyjski imieniem Joe w poszukiwaniu pracy zapędził się do okręgu włókienniczego w Lancashire. Tam spotkał swojego starego przyjaciela, bezrobotnego, którego rodzinę utrzymywała żona: biedny Jack siedział przy ogniu na drzewie i co on robił? Siedział i cerował swojej żonie pończochy igłą do cerowania, a jak tylko zobaczył swojego starego przyjaciela przy drzwiach to starał się to ukryć. Ale Joe zobaczył i powiedział: Jack do diabła, co tyż ty robisz? Jack zawstydził się bardzo: ja wiem, że to nie moja robota, ale moja biedna żona jest na fabryce, ona musi iść o pół do 6 i pracuje do 8 godziny wieczór, ona jest zmordowana, że nie może robić jak przychodzi do domu to ja muszę wszystko za nią robić, co mogę, bo ja nie mam pracy więcej jak trzy lata, już jej nie dostanę do końca życia. A potem zapłakał grubymi łzami.

Jest dosyć pracy dla kobit i dzieci tutaj w okolicy, ale nie ma dla mężczyzn, można prędzej znaleźć na ulicy sto funtów jak pracę, ale ja bym nie wierzył, że ty albo kto inny będzie widział mnie, że ja cerował mojej żonie pończochy, bo to jest zła robota, ale ona nie może prawie stać na nogach, boję się, że całkiem zachoruje i wtedy ja nie wiem, co się z nami stanie, bo ona jest już długo mężczyzną w domu, a ja kobitą, to jest zła robota Joe. I płakał gorzko i mówił, że tak nie było zawsze. Teraz jest przewrócony świat, Mary musi pracować, a ja muszę tu być, pilnować dzieci, zamiatać i prać, piec i cerować, bo jak ta biedna żona przychodzi do domu wieczorem, to jest zmęczona i scharowana. Jest ciężko. Zaczął znów płakać. Wolał żeby się nigdy nie ożenił i żeby nigdy nie narodził.

Joe opowiedział pełną żalu i rozpaczy historię Jacka innemu robotnikowi, Robertowi, ten z kolei opisał ją w liście do Richarda Oestlera, który to list dalej trafił do zbierającego raporty inspektorów fabrycznych Fryderyka Engelsa, piszącego ówcześnie Położenie klasy robotniczej w Anglii. Dzięki tym pięciu mężczyznom został zachowany głos równie unikatowy jak głosy niemych społecznie robotnic – mężczyzny przyłapanego w domowym kącie na cerowaniu damskich pończoch. Wychowanego tradycyjnie mężczyzny, dla którego przejęcie żeńskich obowiązków było równe upokorzeniu i rozpadowi znanego świata, ale decydował się ich podjąć, bo uznał pragmatyczną konieczność utrzymania względnej harmonii w ubogiej rodzinie.

Chwała mu za to, choć mógł tak nie rozpaczać. Cerowanie pończoch nie ujmuje nic z męskości.

W łódzkich fabrykach występowała ta sama tendencja do zwalniania mężczyzn i zatrudniania dużo gorzej opłacanych kobiet i miała taki sam nieprzewidywany przez wielbicieli uprzemysłowienia efekt.

W wielu wypadkach – konstatował Engels – wskutek pracy kobiet rodzina nie ulega wprawdzie całkowitemu rozbiciu, ale zostaje postawiona na głowie. Kobieta żywi rodzinę, mężczyzna siedzi w domu, pilnuje dzieci, zamiata izbę i gotuje. Takie wypadki zdarzają się bardzo często; w samym Manchesterze można by zebrać kilkuset takich mężczyzn skazanych na roboty domowe. Można sobie wyobrazić, jakie usprawiedliwione oburzenie wywołuje u robotników ta faktyczna kastracja i jaki stąd wynika przewrót we wszystkich stosunkach rodzinnych, gdy pozostałe stosunki społeczne pozostają przecież niezmienione.

Zjawisko, które Engels opisywał z taką trwogą na początku formowania się „włókienniczego” schematu rodziny, było już utrwalone jakieś sto lat później, kiedy Helena Boguszewska pisała swój reportaż po spędzeniu kilku dni w domu łódzkiej rodziny włókniarskiej, gdzie opisywała funkcjonowanie w niezłomnym porządku życia bez żadnego podziału na „babskie” i „męskie” roboty. Tam oboje pracujący rodzice wymieniali się na dzienne i nocne zmiany pracy fabrycznej, tak żeby dzieci nie zostawały bez opieki i nie wzrastały „dziko jak chwasty”, jak określał to Engels.

Boguszewska dała się nieco zwieść własnej obserwacji, w rzeczywistości kobiety wciąż bardziej doświadczały podwójnego obciążenia – pracą fabryczną i pracą domową, którą biedny Jack uznał za „złą robotę” być może ze względu na jej żmudność i nieodpłatność. Prof. Bronisława Kopczyńska-Jaworska z badań przedwojennych wspomnień łódzkich robotników wysnuwała wniosek:

Wobec ogromnej ilości obowiązków spoczywających na kobiecie oraz stosunkowo słabiej realizowanej funkcji ojca, w łódzkich rodzinach robotniczych obserwujemy proces, który socjologowie określaj jako powstanie rodziny „skupionej wokół matki”. Mężczyzna bądź ponosił część ciężaru związanego z gospodarstwem bądź ograniczał się do oddania pieniędzy i czas spędzał w grupie męskiej (Łódź i inne miasta, 1999 r.).

Wszystko zależało od tego, czy mężczyzna pracował i czy skłonny był do podjęcia wyzwania prowadzenia domu, jak to zrobił Jack, mimo bólu psychicznego jaki mu to sprawiało. Nie stało się to u włókniarzy bezwzględną normą, ale przestało też być „dewiacją”. Stało się jedną z możliwości.

Robotnice w wywiadach dla etnografów mówiły często: zależało od dobrej woli męża. Podobnie mówiły mi emerytowane włókniarki, z którymi miałam okazję rozmawiać współcześnie.

Sto trzydzieści lat po Engelsie i ponad trzydzieści lat po reportażu Boguszewskiej, jej rozpędzony optymizm na temat „awangardowości” rodziny włókniarskiej w równouprawnieniu małżonków podzieliła prof. Antonina Kłoskowska:

Egalitaryzm małżeński, czyli równość pozycji męża i żony zdaje się zatem w badanym środowisku stanowić zasadę na tyle obdarzoną społecznym prestiżem, że jest ona formułowana w odpowiedzi na postawione wprost pytania. Zarazem jednak opory przeciw tej zasadzie uwidoczniają się przy okazji pytań pośrednich, które przyczyniają się do ujawnienia bardziej tradycyjnych postaw. Z drugiej strony same warunki bytu skłaniają do faktycznego zrównania mężczyzn i kobiet obciążonych takimi samymi obowiązkami zawodowymi […] Egalitaryzm stanowi cechę nowoczesnego typu rodziny, który upowszechnia się w miejsce tradycyjnego typu reprezentującego patriarchalny lub pół patriarchalny typ stosunków małżeńskich. Tendencje ewolucji w tym kierunku wydają się w łódzkiej rodzinie włókniarzy silniejsze aniżeli w rodzinach robotniczych innych typów przemysłu i innych rejonach Polski. (Rodzina włókniarzy łódzkich w monografii Włókniarze łódzcy, 1966 r.).

Zdziwił by się Engels, zdziwili by się wszyscy mężczyźni jego czasów, że ktoś tę „wywrotowość” organizacji rodziny może postrzegać jako zaletę i jako obietnicę.

Cóż z tego zostało po upadku naszego włókniarstwa? Nie wiem, wciąż szukam badań lub reportaży, które jakoś by to uchwyciły. Z równouprawnieniem w podziale obowiązków domowych generalnie wciąż nie jest zbyt dobrze. Czy byłe okręgi włókiennicze jakoś się tu wyróżniają?

Może Wy mi powiecie jakie podejście do cerowania pończoch mają dzisiejsi potomkowie włókniarek?

The new woman - wash day, Library of Congress Prints and Photographs Division Washington, D.C. 20540 USA

The new woman – wash day, Library of Congress Prints and Photographs Division Washington, D.C. 20540 USA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s