włókniarskie aktualności na wrzesień/październik 2017

Dawno tu nie publikowałam, bo sporo się działo na zapleczu pisania książki. Teraz po pierwszym spotkaniu z moim redaktorem prowadzącym, Kubą Bożkiem, zabieram się do jego uwag i pracy nad ostateczną wersją.

20 września 2017 r. powstał w Łodzi Rynek Włókniarek Łódzkich na mocy uchwały przegłosowanej jednogłośnie przez Radę Miejską. Rynek mieści się na rynku obecnej Manufaktury – dawniej zakładów im. Marchlewskiego – Poltex, pierwotnie fabryki Poznańskiego [o perypetiach z wędrującym pomysłem Placu, potem Rynku włókniarek napiszę szerzej innym razem].

Tymczasem zakończyły się warsztaty do pierwszej w historii Stowarzyszenia Topografie i Centralnego Muzeum Włókiennictwa wystawy tworzonej przez włókniarzy i włókniarki. Wernisaż już 5 października br., zamknięcie w grudniu.

Czytaj dalej

Reklamy

Walentyna. Pierwsza kobieta w kosmosie była włókniarką

Numer 44 Polskiej Kroniki Filmowej z roku 1963. Rozentuzjazmowane tłumy na ulicach Łodzi, którymi w kabriolecie przejeżdżała Walentyna Tierieszkowa – pierwsza kosmonautka w historii, dziesiąty człowiek w kosmosie.

Spiker z offu relacjonuje:

Pierwszy Sekretarz Komitetu Majkowska od razu mówi, że Wala pomogła wzmocnić w tym mieście władzę i autorytet kobiet. Miasto polskich włókniarek wita dziewczynę, która jeszcze parę lat temu pracowała przy takim, jak one warsztacie, zanim wystrzeliła ku sławie pierwszej kosmonautki świata. Szczególne przyjęcie zgotowało największe i najstarsze technikum włókiennicze. Tierieszkowa otrzymuje dyplom honorowej nauczycielki, a sama szkoła w tym dniu przyjmuje jej imię. Cztery lata temu sama opuszczała liceum włókiennicze w Jarosławiu nad Wołgą.

Tak było. Walentyna, córka traktorzysty i kołchoźnicy, we wczesnej młodości wybrała (podobnie jak tysiące łodzianek) jedną z niewielu dostępnych jej ścieżek zawodowych – poszła do fabryki włókienniczej. Już pracując, zaocznie ukończyła liceum włókiennicze. Czytaj dalej

I w ogóle – przecież to tylko kobieta!

Dobra robotnica, dobra koleżanka, dobra instruktorka!

Awansowali jednak oni – nie ona.

 

W trzecim numerze „Przyjaciółki” z roku 1949 można znaleźć ciekawy tekst Anny Jakimowicz o zawodowych awansach kobiet, a raczej braku tych awansów (cały reportaż poniżej). Dwa numery wcześniej w tym periodyku publikowano (zaraz obok kursu wykroju i szycia bielizny) przemówienie gen. Aleksandra Zawadzkiego z kongresu PZPR pt. „Nie ma zwycięstwa bez udziału kobiet” (nie ma zwycięskiej walki o socjalizm, nie ma zwycięskiego budownictwa socjalizmu bez wciągnięcia do tej walki, do tego budownictwa milionów kobiet). Czytaj dalej

opowieści z miasta włókniarek – nowy projekt Topografii


Co się właściwie wydarzyło w Łodzi w latach 90. XX wieku?

Jak upadały wielkie zakłady przemysłowe?

Kto dziś jeszcze może nam opowiedzieć o dziedzictwie Łodzi włókienniczej?

Takie pytania postawiły sobie koordynatorki nowego projektu Stowarzyszenia Topografie, Joanna Kocemba i Izabella Alwingier. Razem z dr Agatą Zysiak wspieram je merytorycznie.

Zbieramy opowieści o przełomie lat 80. i 90. i wciąż poszukujemy osób związanych z łódzkim przemysłem włókienniczym, które chciałyby podzielić się z nami swoją historią. Prosimy o kontakt pod numerem telefonu:
605 048 040 (Izabella Alwingier)
604 306 589 (Joanna Kocemba)
lub na adres mailowy: wlokniarki@topografie.pl

Informacja o projekcie poniżej. Relacje z kolejnych etapów projektu publikowane będą na blogu portalu Miastograf.pl – TUTAJ. Czytaj dalej

wzruszam się często nad kaszą

 

MM: A więcej dziewczyn wyjeżdżało, czy chłopaki też?

EW: Nieee, dziewczyny raczej. Z naszej wsi też wyjechały dwie siostry, no i tam z drugiej wsi, co też je znałam ze szkoły, też wyjechały. Tutaj później się dopiero z nimi spotkałam. […]

MM: A dlaczego raczej dziewczyny wyjeżdżały?

EW: No bo właśnie szukały też (ze śmiechem) lepszego życia jakiegoś, jak tam na wsi nie miały. Oni tam mieli ze dwie morgi, a ich było więcej, dla wszystkich nie starczało, no to szukali jakiejś roboty. No i wtedy było tak, rozniosło się później, że tu potrzebują, i wszyscy tak do Łodzi, do Łodzi, te fabryki, wszystko powstawało i było potrzeba ludzi…

Czytaj dalej

Maria Przedborska – kolejne poszlaki w śledztwie

Wiadomo więcej, znacznie więcej, o Marii Przedborskiej niż opisałam w lutym (tutaj). Jednocześnie jeszcze więcej jest sprzeczności i wciąż wiele niewiadomych.

Ten tekst chciałam wrzucić zaraz po dokonaniu Wielkiego Odkrycia, ale niełatwo być reporterką z archiwów. To wszystko przypomina archeologię, albo detektywistykę (taką realną, nie filmową) – zajęcia opierające się głównie na szukaniu i czekaniu (czekaniu, czekaniu, czekaniu), a do tego jeszcze wypełnianiu rewersów. Na kilkadziesiąt lub kilkaset przeszperanych stron, przypada jedno odkrycie. Potem wracam do domu i szybko zrzucam zdjęcia materiałów, żeby nigdzie nie zginęły. Potem ruchem konika szachowego przesuwam się kilka dekad do przodu, tonę w innych materiałach i nie wystarcza już sił na raportowanie na bieżąco. Właśnie dlatego na blogu wciąż trwa międzywojnie, chociaż w realu szlajam się gdzieś pomiędzy PRL-em a transformacją ustrojową.

Po napisaniu pierwszego tekstu z wierszami Przedborskiej dość szybko odkryłam, że jakieś materiały na jej temat są w zbiorach po Eugeniuszu Ajnenkielu w Archiwum Państwowym w Łodzi, tylko trudno mi było ostatnio wyrwać trochę czasu na wizytę w oddziale APŁ przy al. Kościuszki. Chyba każdy badacz i badaczka łódzkiej kultury robotniczej co najmniej raz w życiu kieruje ciepłe uczucia w stronę nieboszczyka Ajnenkiela, syna szewskiego, polityka, historyka ruchu robotniczego. To był taki dzień, kiedy i ja pomyślałam ku niemu: „Stary, na ciebie zawsze można liczyć”. Czytaj dalej

1 Maja na robotniczej fotografii

 

Rozległy plac wygląda jak wybrukowany głowami w kapeluszach. Na pierwszym planie sumiaste wąsy, białe koszule z krawatami, bębny, tuby i puzony. Z prawej dwóch klarnecistów, z lewej obok werbla kilkuletni chłopiec w skromnym sweterku. W środku powiewa gładka flaga. Na niebarwnej fotografii jest szara, w rzeczywistości miała prawdopodobnie kolor czerwony. Jest 1 maja 1919 roku, na zdjęciu są pracownicy cementowni w Goleszowie na Śląsku Cieszyńskim.

Cementownia powstała w 1889 roku, czyli dokładnie w tym samym roku, w którym II Międzynarodówka ustanowiła 1 maja Międzynarodowym Dniem Ludzi Pracy. Stowarzyszenie partii i organizacji socjalistycznych chciało w ten sposób upamiętnić wydarzenia majowych strajków z 1886 roku w Chicago, kiedy walka o wprowadzenie 8-godzinengo dnia pracy przyniosła ofiary śmiertelne. Zdjęcie z Goleszowa pochodzi z repozytorium cyfrowego „Robotnicy XIX i XX wieku” przygotowanego przez Instytut Etnologii Uniwersytetu Łódzkiego. Fotografie zebrano w roku 1985 podczas konkursu ogłoszonego przez polską prasę i po finalnej wystawie przekazano do UŁ. Jeszcze nie zorientowałam się w pełni w skomplikowanych prawach do publikacji tych zdjęć, więc na razie po prostu je Wam opowiem.

Tego samego dnia, co w Goleszowie, ktoś zrobił zdjęcie ciasno wypełnionej ulicy w Płocku. Ludzie zajmują całą jezdnię i chodnik, obserwatorzy stoją na balkonach. Zdjęcie jest niewyraźne, jak wiele plenerowych fotografii z tego okresu. Reportaż nie był łatwy w czasach klisz i długiego naświetlania. Nie można rozpoznać twarzy, tylko nieostre sylwetki i napisy na kilku transparentach: „Bezwłocznego Uwolnienia Wszystkich Więźniów POLITYCZNYCH” i „Niech żyją Rady. Del. Rob.” (chodzi zapewne o Delegatów Robotniczych). Czytaj dalej