Walentyna. Pierwsza kobieta w kosmosie była włókniarką

Numer 44 Polskiej Kroniki Filmowej z roku 1963. Rozentuzjazmowane tłumy na ulicach Łodzi, którymi w kabriolecie przejeżdżała Walentyna Tierieszkowa – pierwsza kosmonautka w historii, dziesiąty człowiek w kosmosie.

Spiker z offu relacjonuje:

Pierwszy Sekretarz Komitetu Majkowska od razu mówi, że Wala pomogła wzmocnić w tym mieście władzę i autorytet kobiet. Miasto polskich włókniarek wita dziewczynę, która jeszcze parę lat temu pracowała przy takim, jak one warsztacie, zanim wystrzeliła ku sławie pierwszej kosmonautki świata. Szczególne przyjęcie zgotowało największe i najstarsze technikum włókiennicze. Tierieszkowa otrzymuje dyplom honorowej nauczycielki, a sama szkoła w tym dniu przyjmuje jej imię. Cztery lata temu sama opuszczała liceum włókiennicze w Jarosławiu nad Wołgą.

Tak było. Walentyna, córka traktorzysty i kołchoźnicy, we wczesnej młodości wybrała (podobnie jak tysiące łodzianek) jedną z niewielu dostępnych jej ścieżek zawodowych – poszła do fabryki włókienniczej. Już pracując, zaocznie ukończyła liceum włókiennicze. Czytaj dalej

I w ogóle – przecież to tylko kobieta!

Dobra robotnica, dobra koleżanka, dobra instruktorka!

Awansowali jednak oni – nie ona.

 

W trzecim numerze „Przyjaciółki” z roku 1949 można znaleźć ciekawy tekst Anny Jakimowicz o zawodowych awansach kobiet, a raczej braku tych awansów (cały reportaż poniżej). Dwa numery wcześniej w tym periodyku publikowano (zaraz obok kursu wykroju i szycia bielizny) przemówienie gen. Aleksandra Zawadzkiego z kongresu PZPR pt. „Nie ma zwycięstwa bez udziału kobiet” (nie ma zwycięskiej walki o socjalizm, nie ma zwycięskiego budownictwa socjalizmu bez wciągnięcia do tej walki, do tego budownictwa milionów kobiet). Czytaj dalej

opowieści z miasta włókniarek – nowy projekt Topografii


Co się właściwie wydarzyło w Łodzi w latach 90. XX wieku?

Jak upadały wielkie zakłady przemysłowe?

Kto dziś jeszcze może nam opowiedzieć o dziedzictwie Łodzi włókienniczej?

Takie pytania postawiły sobie koordynatorki nowego projektu Stowarzyszenia Topografie, Joanna Kocemba i Izabella Alwingier. Razem z dr Agatą Zysiak wspieram je merytorycznie.

Zbieramy opowieści o przełomie lat 80. i 90. i wciąż poszukujemy osób związanych z łódzkim przemysłem włókienniczym, które chciałyby podzielić się z nami swoją historią. Prosimy o kontakt pod numerem telefonu:
605 048 040 (Izabella Alwingier)
604 306 589 (Joanna Kocemba)
lub na adres mailowy: wlokniarki@topografie.pl

Informacja o projekcie poniżej. Relacje z kolejnych etapów projektu publikowane będą na blogu portalu Miastograf.pl – TUTAJ. Czytaj dalej

wzruszam się często nad kaszą

 

MM: A więcej dziewczyn wyjeżdżało, czy chłopaki też?

EW: Nieee, dziewczyny raczej. Z naszej wsi też wyjechały dwie siostry, no i tam z drugiej wsi, co też je znałam ze szkoły, też wyjechały. Tutaj później się dopiero z nimi spotkałam. […]

MM: A dlaczego raczej dziewczyny wyjeżdżały?

EW: No bo właśnie szukały też (ze śmiechem) lepszego życia jakiegoś, jak tam na wsi nie miały. Oni tam mieli ze dwie morgi, a ich było więcej, dla wszystkich nie starczało, no to szukali jakiejś roboty. No i wtedy było tak, rozniosło się później, że tu potrzebują, i wszyscy tak do Łodzi, do Łodzi, te fabryki, wszystko powstawało i było potrzeba ludzi…

Czytaj dalej

Maria Przedborska – kolejne poszlaki w śledztwie

Wiadomo więcej, znacznie więcej, o Marii Przedborskiej niż opisałam w lutym (tutaj). Jednocześnie jeszcze więcej jest sprzeczności i wciąż wiele niewiadomych.

Ten tekst chciałam wrzucić zaraz po dokonaniu Wielkiego Odkrycia, ale niełatwo być reporterką z archiwów. To wszystko przypomina archeologię, albo detektywistykę (taką realną, nie filmową) – zajęcia opierające się głównie na szukaniu i czekaniu (czekaniu, czekaniu, czekaniu), a do tego jeszcze wypełnianiu rewersów. Na kilkadziesiąt lub kilkaset przeszperanych stron, przypada jedno odkrycie. Potem wracam do domu i szybko zrzucam zdjęcia materiałów, żeby nigdzie nie zginęły. Potem ruchem konika szachowego przesuwam się kilka dekad do przodu, tonę w innych materiałach i nie wystarcza już sił na raportowanie na bieżąco. Właśnie dlatego na blogu wciąż trwa międzywojnie, chociaż w realu szlajam się gdzieś pomiędzy PRL-em a transformacją ustrojową.

Po napisaniu pierwszego tekstu z wierszami Przedborskiej dość szybko odkryłam, że jakieś materiały na jej temat są w zbiorach po Eugeniuszu Ajnenkielu w Archiwum Państwowym w Łodzi, tylko trudno mi było ostatnio wyrwać trochę czasu na wizytę w oddziale APŁ przy al. Kościuszki. Chyba każdy badacz i badaczka łódzkiej kultury robotniczej co najmniej raz w życiu kieruje ciepłe uczucia w stronę nieboszczyka Ajnenkiela, syna szewskiego, polityka, historyka ruchu robotniczego. To był taki dzień, kiedy i ja pomyślałam ku niemu: „Stary, na ciebie zawsze można liczyć”. Czytaj dalej

1 Maja na robotniczej fotografii

 

Rozległy plac wygląda jak wybrukowany głowami w kapeluszach. Na pierwszym planie sumiaste wąsy, białe koszule z krawatami, bębny, tuby i puzony. Z prawej dwóch klarnecistów, z lewej obok werbla kilkuletni chłopiec w skromnym sweterku. W środku powiewa gładka flaga. Na niebarwnej fotografii jest szara, w rzeczywistości miała prawdopodobnie kolor czerwony. Jest 1 maja 1919 roku, na zdjęciu są pracownicy cementowni w Goleszowie na Śląsku Cieszyńskim.

Cementownia powstała w 1889 roku, czyli dokładnie w tym samym roku, w którym II Międzynarodówka ustanowiła 1 maja Międzynarodowym Dniem Ludzi Pracy. Stowarzyszenie partii i organizacji socjalistycznych chciało w ten sposób upamiętnić wydarzenia majowych strajków z 1886 roku w Chicago, kiedy walka o wprowadzenie 8-godzinengo dnia pracy przyniosła ofiary śmiertelne. Zdjęcie z Goleszowa pochodzi z repozytorium cyfrowego „Robotnicy XIX i XX wieku” przygotowanego przez Instytut Etnologii Uniwersytetu Łódzkiego. Fotografie zebrano w roku 1985 podczas konkursu ogłoszonego przez polską prasę i po finalnej wystawie przekazano do UŁ. Jeszcze nie zorientowałam się w pełni w skomplikowanych prawach do publikacji tych zdjęć, więc na razie po prostu je Wam opowiem.

Tego samego dnia, co w Goleszowie, ktoś zrobił zdjęcie ciasno wypełnionej ulicy w Płocku. Ludzie zajmują całą jezdnię i chodnik, obserwatorzy stoją na balkonach. Zdjęcie jest niewyraźne, jak wiele plenerowych fotografii z tego okresu. Reportaż nie był łatwy w czasach klisz i długiego naświetlania. Nie można rozpoznać twarzy, tylko nieostre sylwetki i napisy na kilku transparentach: „Bezwłocznego Uwolnienia Wszystkich Więźniów POLITYCZNYCH” i „Niech żyją Rady. Del. Rob.” (chodzi zapewne o Delegatów Robotniczych). Czytaj dalej

Maria Przedborska – poetka z inspekcji pracy


WŚRÓD KOMINÓW ŁODZI –
Przedmowa do wydania pierwszego

Maria Przedborska (wł. Felicja Maria Przedborska) to nieznana szerzej, fascynująca postać łódzkiego międzywojnia, o której istniały przypuszczenia, że była dwiema różnymi osobami.

Według Słownika biograficznego Żydów łódzkich oraz z Łodzią związanych urodziła się 30 października 1888 roku. Córka Ludwika Przedborskiego, lekarza, i Puliny (Perły) z Konów. Skończyła Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, obroniła doktorat z filozofii.

Jej (choć nie ma co do tego stuprocentowej pewności) Pamiętnik siostry Czerwonego Krzyża drukowano w 1919 r. w „Robotniku”. W 1922 r. nakładem „Księgarni Polskiej” ukazały się poezje z lat I wojny światowej zatytułowane Czerwony Krzyż. Na początku lat 20. uczyła propedeutyki filozofii w warszawskim gimnazjum, należała do zarządu Towarzystwa Krzewienia Oświaty.

Pod pseudonimami „Maria” i „M-a P-a” publikowała wiersze i recenzje z warszawskich teatrów w „Sfinksie”, „Widnokręgu”, „Głosie Porannym”. W „GP” już pod imieniem i nazwiskiem ukazywały się w latach 30. jej artykuły-sprawozdania z sytuacji w łódzkich fabrykach i cykl wierszy Wśród kominów Łodzi. Po powrocie do rodzinnego miasta w latach 30. pracowała w inspekcji pracy i w komisji rewizyjnej Stowarzyszenia „Urlopy Pracownicze”. Mieszkała przy ul. POW 4.

Odnalazłam ją właśnie jako inspektorkę, dzięki Halinie Krahelskiej – znienawidzonej przez łódzkich fabrykantów autorce opracowania z 1927 r.  Łódzki przemysł włókienniczy wobec ustawodawstwa pracy (równie fascynująca postać!). Przedborskiej udało się przekonać robotnice do opowiedzenia swoich historii: o warunkach pracy i życia, o wykorzystywaniu seksualnym kobiet w fabrykach. Zebranymi materiałami dzieliła się z Krahelską, która część z nich włączyła do swoich wspomnień inspektorki pracy wydanych w 1936 r.

Spędziłam trzy noce na przepisywaniu twórczości Przedborskiej drukowanej pomiędzy artykułami o handlu, felietonami o modzie i reklamami przemysłowców, których bezlitośnie krytykowała. Kilka razy pobłądziłam w różnych tropach jej biografii, kilka razy popłakałam się przy jej poezji, przywiązałam się do Marii na poważnie, a w mojej głowie zaczęły rysować się różne pytania i scenariusze: skąd brała na to wszystko siłę? jak to się stało, że porzuciła nauczycielsko-filozoficzną karierę na rzecz żmudnej walki o prawa pracownicze? dlaczego nikt nigdy wcześniej mi o niej nie opowiedział?!

Życiorys jak widać miała gęsty i wszechstronny (wszystkie informacje podaję za Słownikiem biograficznym Żydów łódzkich). Dlatego pewnie Tadeuszowi Gicgierowi przy pisaniu Opowieści o dawnych poetach Łodzi wydawało się bardziej prawdopodobne, że istniały dwie osoby, które nosiły to samo imię i nazwisko i obie były poetkami. Młodsza miała rzekomo urodzić się w 1915 r. i uczęszczać do gimnazjum im. E. Orzeszkowej w Łodzi (T.G. zmarł w 2005 r., więc nie spytam się już, jakie miał dowody, ani czy ktoś odpowiedział na jego apel o przesyłanie wszelkich informacji o Marii).

Data ani miejsce jej śmierci nie są znane. Gicgier, któremu wydawało się, że pisze o „młodziutkiej poetce” stawiał hipotezę nagłej emigracji z kraju pod koniec lat 30. (choć nie był w tym jedyny). Według pamiętników Henryka Makowera w czasie II wojny światowej prowadziła w getcie warszawskim kursy maturalne dla uczniów szkół średnich, być może więc zaginęła/zginęła w wojennej zawierusze…

[Aktualizacja z dn. 30.05.2017 r. – jest pewne, że Maria Przedborska zginęła podczas wojny, najprawdopodobniej w getcie. Więcej informacji tutaj.]

*

Niektóre z wierszy Przedborskiej zostały opublikowane w tomach zbiorowych, ale nikt nigdy nie pokusił się o wydanie jej dzieł zebranych, czy chociaż zbioru Wśród kominów Łodzi. Wygląda więc na to, że jest to pierwsza w historii publikacja tego cyklu w całości.

Krytycy literaccy zarzucali jej monotomatyczność, ale dobrze widać, że nie z myślą o nich pisała. Bez żadnej cenzury w poezji oddawała wszystkie swoje obserwacje, które dotyczyły łódzkiego środowiska robotniczego w czasach wielkiego kryzysu lat 30., w szczególności kobiet. Wiersze opublikowane w roku 1934 w nr 354 „Głosu Porannego”  zadedykowała:

ROBOTNICY ŁÓDZKIEJ
– jej pracy, zmaganiom i męce,
jej modlitwom, zawodom i przekleństwom
jej życiu, konaniu i śmierci
jej bohaterstwu kobiecemu.

 

Maria Przedborska. Zdjęcie zamieszczone przy jej artykule w "Głosie Porannym" w 1938 r.

Maria Przedborska. Zdjęcie zamieszczone przy jej artykule w „Głosie Porannym” w 1938 r.

 

Maria Przedborska
WŚRÓD KOMINÓW ŁODZI, 1932-1936
[przy przepisywaniu zachowałam zgodną z oryginałem pisownię, ortografię, etc.]

„Głos Poranny”, nr 272/1932

Nieszczęśliwe wypadki
Skaleczone, przebite, ucięte, zmiażdżone
palce, dłonie, ramiona w chwycie maszyn ślepym…
Ciemno oczy, ogłuchłe uszy, poparzone
nogi, biodra, strzaskane piersi i czerepy…

Gryzącemi płynami potwornie wyżarte,
sprasowane przez dźwigi, naciągnięte na wał,
rażono prądem, podczas eksplozji rozdarte,
silne, nagle zamarłe, biedne ludzkie ciała…

Nieszczęśliwe wypadki… Jak z badań wynika,
nieuniknione – mimo ochron i ostrzeżeń:
w sześćdziesięciu procentach wina robotnika,
Może… pewnie… tak… (Skąd się tylu winnych bierze)

A w czterdziestu?! – Zginajcie, prostujcie się, prężcie
ślizgajcie przez cień groźną, w pyle, dymie, parze:
dzień każden gwiazdy wasze – szczęście czy nie­
szczęście — na stropie sali nieci, o losu nędzarze!

Pręty, siatki, poręcze, koryta, kaptury,
manometry, sygnały, maski, rękawice
i jeden krótki moment: błysk gromowej chmury,
Krzyk straszny… Po nim cisza.., W nich dwie tajemnice.

Płoną gwiazdy czy gasną? – Wy ich nie widzicie,
chleb wszak trzeba zdobywać dla siebie i dziecka!
Nie zatrwoży nic tego, kto już wie, iż życie
jest stokroć podstępniejsze, niźli śmierć zdradziecka…

 

Czytaj dalej