Walentyna. Pierwsza kobieta w kosmosie była włókniarką

Numer 44 Polskiej Kroniki Filmowej z roku 1963. Rozentuzjazmowane tłumy na ulicach Łodzi, którymi w kabriolecie przejeżdżała Walentyna Tierieszkowa – pierwsza kosmonautka w historii, dziesiąty człowiek w kosmosie.

Spiker z offu relacjonuje:

Pierwszy Sekretarz Komitetu Majkowska od razu mówi, że Wala pomogła wzmocnić w tym mieście władzę i autorytet kobiet. Miasto polskich włókniarek wita dziewczynę, która jeszcze parę lat temu pracowała przy takim, jak one warsztacie, zanim wystrzeliła ku sławie pierwszej kosmonautki świata. Szczególne przyjęcie zgotowało największe i najstarsze technikum włókiennicze. Tierieszkowa otrzymuje dyplom honorowej nauczycielki, a sama szkoła w tym dniu przyjmuje jej imię. Cztery lata temu sama opuszczała liceum włókiennicze w Jarosławiu nad Wołgą.

Tak było. Walentyna, córka traktorzysty i kołchoźnicy, we wczesnej młodości wybrała (podobnie jak tysiące łodzianek) jedną z niewielu dostępnych jej ścieżek zawodowych – poszła do fabryki włókienniczej. Już pracując, zaocznie ukończyła liceum włókiennicze.

Po kosmicznym locie Gagarina w 1961 r. w ZSRR pojawił się pomysł, aby kolejną osobą była kobieta. Walentyna w tym czasie ponoć napisała list, w którym wyraziła głęboką nadzieję, że i ona poleci kiedyś w kosmos. Już wtedy intensywnie zainteresowana była spadochroniarstwem. Miała do tego proletariackie korzenie, ojca bohatera wojennego i historię aktywności w Komsomole, co z pewnością jej w tamtych realiach „zapunktowało”. Do przeszkolenia wyselekcjonowano pięć kandydatek: Tatianę Kuzniecową, Irinę Sołowjową, Żannę Jorkinę, Walentynę Ponomariową i Walentynę Tierieszkową. Ta ostatnia jako jedyna była robotnicą.

Wstępne warunki: poniżej 30 roku życia, poniżej 170 cm wzrostu, poniżej 70 kg wagi. Sto dwadzieścia sześć skoków spadochronowych później, po prawie roku intensywnego szkolenia merytorycznego i wydolnościowego, zakończonego egzaminem, cztery kandydatki otrzymały stopień młodszego oficera sowieckich sił powietrznych. Do lotu zostały wytypowane Tiereszkowa i Ponomariowa. Według pierwszego planu ta druga miała lecieć zaraz po pierwszej, ale przeznaczony jej Wostok 6 poniósł ostatecznie Tierieszkową, a ten wcześniejszy – Walerego Bykowskiego, z którym Walentyna przyjechała później do Łodzi. Na kolejną radziecką kobietę kosmos czekał 19 lat.

W ramach uczczenia lotu z 16 czerwca 1963 r., Tatarkówna-Majakowska spotkała się z łódzkimi robotnicami. Relacja ze spotkania emitowana była w radiu:

Spiker: Lot Tierieszkowej kobiety uważają za swoje wielkie święto. Zakłady odzieżowe im. Małgorzaty Fornalskiej w Łodzi. Dziś o godzinie 5:15 rano odbyła się tu uroczysta masówka, na której kobiety, pracownice tych zakładów wyraziły swoją radość z kosmicznego lotu pierwszej kobiety. W spotkaniu załogi wzięła udział pierwszy sekretarz KW łódzkiego PZPR, Michalina Tatarkówna-Majowska. Zabierając głos powiedziała między innymi:

[tu słychać bezpośrednio głos Tatarkówny]: Drogie towarzyszki, chyba każda z nas słuchała audycji, kiedy podawano, że 26-letnia młoda dziewczyna poleciała w kosmos. Nie wiem jak wy, ale ja to jakoś bardzo przeżyłam. Pomyślałam sobie, że chyba nie mogły kobiety na świecie, kobiety całego świata otrzymać piękniejszego podarku jak to, że kobieta – kobieta obozu pokoju – wyleciała w kosmos. Myślałam sobie wtedy, że wszystkie nasze kobiety w Łodzi pomyślą o tym. No jeżeli już jest mowa o równouprawnieniu, to to, że kobieta wyleciała w kosmos, to już chyba bez dyskusji. I pomyślałam wtedy, że na pewno z rana zejdziemy się gdzieś, ot właśnie w waszym zakładzie, i złożymy sobie z tego powodu, my kobiety, wielkie gratulacje, życząc jednocześnie tej młodej dziewczynie by jej lot był największym lotem świata, by na całym świecie ludzie wiedzieli, że kobieta i dzieci chowa i kobieta nauką się zajmuje. I radujmy się, bo to jest nasze wielkie święto, święto równouprawnienia. A te kwiateczki złożę jednej z was, Niech nam się wydaje, że to Walentynie, jak Walentyna wróci, to zaprosimy do nas i także złożymy kwiaty.

„Były kwiaty dla Gagarina, a Walentyna twista ma!” śpiewał polski zespół Filipinki rok później.

Walentyna Tierieszkowa wciąż żyje, w 2013 r. ponoć zadeklarowała w wywiadzie, że chciałaby umrzeć na Marsie.

Czy rzeczywiście miała w Łodzi status symbolu emancypacji i celebrytki, która pozwoliła wyznaczyć kosmiczny horyzont marzeń dla PRL-owskich fabrycznych dziewcząt? Czy była tylko chwilową atrakcją napędzoną przez propagandowe media?
Czy łodzianki pamiętają wizytę Walentyny?

 

Walentyna Tierieszkowa na rocznicowym znaczku pocztowym z Azerbejdżanu. Źródło: WIkicommons

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s