wzruszam się często nad kaszą

 

MM: A więcej dziewczyn wyjeżdżało, czy chłopaki też?

EW: Nieee, dziewczyny raczej. Z naszej wsi też wyjechały dwie siostry, no i tam z drugiej wsi, co też je znałam ze szkoły, też wyjechały. Tutaj później się dopiero z nimi spotkałam. […]

MM: A dlaczego raczej dziewczyny wyjeżdżały?

EW: No bo właśnie szukały też (ze śmiechem) lepszego życia jakiegoś, jak tam na wsi nie miały. Oni tam mieli ze dwie morgi, a ich było więcej, dla wszystkich nie starczało, no to szukali jakiejś roboty. No i wtedy było tak, rozniosło się później, że tu potrzebują, i wszyscy tak do Łodzi, do Łodzi, te fabryki, wszystko powstawało i było potrzeba ludzi…

To krótki fragment opowieści nieżyjącej już babci mojej współlokatorki. Dotyczy przełomu lat 40. i 50. XX wieku, choć mógłby równie dobrze pochodzić z połowy wieku XIX. Taka jednostkowa historia – porzucenia rodzinnej wsi i podróży do Łodzi za pracą – powtarza się jak refren. Cała historia Łodzi w dużej mierze składa się z takich właśnie opowieści.

Ruszały właściwie w nieznane, z jedną walizką, albo tobołkiem. Czasem wracały z posagiem, czasem z dzieckiem, najczęściej nie wracały. Z tej łódzkiej, szerokiej perspektywy nawet czerwone krawaty ZMP-owskich przodowniczek pracy, to tylko kolejna wersja tego zjawiska. Jego kierunek odwracały wojny i duże kryzysy gospodarcze, ale na stałe zahamował dopiero upadek przemysłu.

Robotnice XIX wieku milczą archiwalnie, nikt ich nie pytał o zdanie, reporterzy nie opisywali ich historii, marzeń ani motywacji. Dlatego to, co udaje się odnaleźć w podrugowojennych już kronikach i badaniach, to co udaje się usłyszeć od osób, które jeszcze żyją i pamiętają – jest bezcenne.

Zrobię znów emocjonalne wynurzenie: wzrusza mnie odkrywanie tego ruchu, pod którym tylko pustkę widział Adam Ważyk piszący w 1955 r. w Poemacie dla dorosłych:

Wielka migracja przemysł budująca,
nie znana Polsce, ale znana dziejom,
karmiona pustką wielkich słów, żyjąca
dziko, z dnia na dzień i wbrew kaznodziejom –
w węglowym czadzie, w powolnej męczarni,
z niej się wytapia robotnicza klasa.
Dużo odpadków. A na razie kasza.

Wzruszają mnie wysłuchane w zbieranych dziś wywiadach wszystkie życiowe ścieżki z PRL-u. Rumieńce na wspomnienie młodości, zawieszenia głosu nad tym co dobre, złe, przemilczane, nieopowiadalne.

Wzruszają mnie patrzące ze zdjęć minione pokolenia, które tak jak my teraz przeżywały w danym im czasie swoje życie. Tak samo – choć w innych proporcjach – mieszając nadzieję, rezygnację, strach, smutek i radość.

 

Delegacja młodzieży na Zlot Młodych Przodowników Pracy z Zakładów Przemysłu Bawełnianego im. Kunickiego w Łodzi. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi.

 

Są ludzie w fabrykach
Pracują, klną
Kochają
Kłócą się, marzą
Myślą, że są
po prostu ludźmi
nie myślą,
że są
kaszą.
 
na budowach
młode dziewczyny
rwą się do życia
łakną
nie wiedzą
jak się
najmocniej w nie wgryźć
nie myślą
że pachną
jak wapno.
 
Są w dole
górnicy
i wiedzą, że
wróg może ogień obudzić
to nie jest
nawóz historii
to są
po prostu

zwykli ludzie.

Joanna Sierpińska, Poemat dla młodych, 1955 r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s