skandal gołych łydek! czyli międzywojenna wycieczka do Żyrardowa z Hulką-Laskowskim

Paweł Hulka-Laskowski, Faktografia Żyrardowska, “Wiadomości Literackie” 1932

Ta dziewczyna obraca się nie dość żwawo! Te słowa, to straszny wyrok. Rzucił je jakby od niechcenia Mr. le directeur général Zakładów Żyrardowskich*. Pan Gaston Koehler-Badin. Więc nie chodzi o żadną tancerkę, lecz o Helenę Gąskównę. Dlaczego Gąskówna ma się żwawo obracać? Dlatego, że jest zracjonalizowana i stoi w uliczce długości dwudziestu metrów miedzy czterystu czterdziestu wrzecionami. Z przodu dwieście dwadzieścia wrzecion. z tyłu tyleż. Musi uważać, żeby się nie rwało, żeby maszyna nie ucierpiała, więc trzeba się żwawo obracać na przestrzeni całej dwudziestometrowej uliczki, czyli na przestrzeni trzydziestu do czterdziestu kroków.
Gąskówna terminowała  trzy lata i miała umowę popisaną przez jej opiekunów. Był to „kontrakt przyjęcia chłopca na naukę rzemiosła”. Gąskówna nie jest chłopcem, a jej robota nie jest i nigdy nie była rzemiosłem, ale to nic. Nie wypadało przecie drukować formularzy kontraktowych dla dziewczyn przyjmowanych na naukę rzemiosła**, więc się wydrukowało o chłopcach, a dziewczyna z takiego kontraktu ma być po prostu uważana za wyjątek. Ale dziewczyna jest regułą. Chłopców na naukę „rzemiosła” tu się nie przyjmuje. Pokończyli szkoły i czekają na pracę. Próżno i darmo. Poszli do wojska, odsłużyli swoje lata i znowu czekają na pracę. Nie ma pracy. Terminują same dziewczyny. Trzy miesiące darmo, potem po dwa, trzy złote tygodniowo, potem pięć, potem siedem… Długie jest terminowanie u pana Jana Waśkiewicza, dyrektora administracyjnego Zakładów Żyrardowskich. Trzy lata! Można by ukończyć uniwersytet. Po wyterminowaniu Gąskówna dostała tedy czterysta czterdzieści wrzecion i zarabia do trzydziestu złotych tygodniowo. Luksus! Ale pluje krwią. Jest ładna i słaba. Obraca się nie dość żwawo. Żywi zredukowaną rodzinę: rodziców i rodzeństwo. Słowa pana dyrektora generalnego to wyrok: Gąskówna zostaje zdegradowana i będzie miała gorszą robotę, znacznie cięższą, zarobi odtąd tylko piętnaście złotych tygodniowo. To cios dla Heleny i dla całej nędzy, którą żywi, ale wyrok jest nieodwołalny.

Upał nieznośny na sali fabrycznej zaduch nieopisany. Dziewczyny poodwijały pończochy, żeby było troszkę chłodniej. Nie pozdejmowały, broń Boże, bo to może i nie wolno, a za byle co wyrzucają na zbity łeb. Więc tylko poodwijały tak misternie, że nad samą stopą pończocha tworzy jakby bransoletę bawełnianą. Na nieszczęście zjeżdża z Warszawy pan dyrektor generalny i widzi tę haniebną swawolę, to bezwstydne rozpasanie robotnic, które odważają się obrażać ściany sal fabrycznych i żelazo maszyn swoimi gołymi łydkami! Wpada w stan ostrego szału. Kto widział coś podobnego! Kto pozwolił i jak śmią takie owakie! Kierownik Oddziału stoi struchlały. Przecież za skutki upału on może wylecieć z godziny na godzinę ze swojego miejsca. Próbuje pokornie tłumaczyć, że jest tak strasznie gorąco, że dziewczyny w pończochach tracą swobodę ruchu. Może w ten sposób przejedna? Przejednał. Dziewczyny pracujące w fabryce żyrardowskiej nie powinny tracić swobody ruchu, bo czymże będzie w takim razie cała racjonalizacja? Podumał chwilę. Dyscyplina musi być, dziewczyny nie mogą pozwalać sobie na za wiele, bo zmarnują fabrykę.
– Niech noszą pończochy jedwabne! – zdecydował.

– Cóż to za nogi bilardowe?! Wyrzucić!
Wyrzucono oczywiście nie tylko nogi nie dość zgrabne, ale i ich właścicielkę. Pan dyrektor rozejrzał się jeszcze tu i ówdzie i wskazał palcem. Tamta ma za duże brzucho, ta w ogóle za tłusta. Wyrzucić! Przyjmować należy tylko ładne, smukłe, rosłe dziewczyny. Selekcja! Dla kogo? Miedzy innymi dla racjonalizatorów. Cenią wdzięki swoich ładnych robotnic i umieją uprzystępnić je swoim sentymentom. Lenoro, Lenoro, jakże wiele masz sióstr w Żyrardowie! Są, oczywiście, i Supernaki szpiclujące dla Kostrynia, i Knotowe, i Zuzy, i Szymczyki konające z głodu gwoli dywidendzie i kaprysowi Coeurów i Kostryniów. Dziewczyna z nieładnymi nogami płacze i kupuje za sześćdziesiąt groszy esencji octowej. Trzy odwieczne etapy dziewczyn nie podobających się Coeurom: fabryka, szpital, cmentarz.

Panie, świeć nad duszą służebnicy twojej, której dałeś nogi bilardowe, jako się wyraził Mr. le directeur général! Umarła w kwiecie wieku, zwątpiwszy grzesznie o miłosierdzi twoim! I bądź miłościw nam wszystkim, niegodziwym tchórzom, którzy nic uczynić nie chcemy dla gnębionych sióstr naszych i braci w Jezusie Chrystusie Panu naszym!

(…)

Polecam całość reportażu (mogę przesłać na specjalne życzenie), dostępny również w powojennych antologiach reportażu polskiego i Wyprawie w dwudziestolecie Czesława Miłosza. Paweł Hulka-Laskowski szerzej znany może być jako tłumacz m.in. Przygód dobrego wojaka Szwejka, ale naprawdę warto przyjrzeć się jego własnej twórczości – w tym powieści Mój Żyrardów z 1934 r., dedykowanej „Robotnikom żyrardowskim, towarzyszom walk i porażek, z wyrazem niezłomnej wiary w ostateczne zwycięstwo”.
Więcej o pisarzu tutaj.

 

*Reportaż opisuje żyrardowskie zakłady lniarskie, których historia sięga 1833 r., ówcześnie posiadane przez spółkę francuską. Hulka-Laskowski podjął kampanię przeciwko dyrekcji fabrycznej, dzięki jego tekstom tzw. afera żyrardowska nabrała rozgłosu.

**Pośród postulatów emancypantek z przełomu XIX i XX wieku musiały znaleźć się nie tylko te dotyczące dostępu do powszechnej i wyższej edukacji, ale także do szkoleń rzemieślniczych. Gdyż kobiet na szkolenia i do cechów nie przyjmowano, stąd pozostawały niewykwalifikowaną i tańszą siłą roboczą. Mimo zmian prawnych zwyczaje te utrzymywały się dość długo.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s