dlaczego

Po raz pierwszy w życiu przyjechałam do Łodzi podpisać papiery na studia, w sierpniu 2006 roku. Z północy Polski, z miasteczka, z lasu. Przywitał mnie nieistniejący już dziś w tamtej formie Dworzec Fabryczny, a na jego fasadzie duży czerwony banner z białym napisem „Najpiękniejsze Warszawianki to przyjezdne”. Nie wiedziałam, że to akcja Cezarego Bodzianowskiego i że odnosi się do tysięcy łodzianek, które dojeżdżają lub uciekają do stolicy za pracą. W blasku wschodzącego słońca wyłonili się rezydenci całodobowego Baru Bonanza i pierwszy otwarty kiosk, w którym kupiłam mapę z zupełnie nieznajomą, prostopadłą siatką ulic. Wcześniej wiedziałam, że jest takie duże miasto w Polsce, nic poza tym. Przecież rewolucję przemysłową omawialiśmy w szkole na przykładzie Manchesteru, przecież nie rozmawialiśmy nigdy o likwidacji przemysłu. Nie rozumiałam zupełnie tego miasta opustoszałych fabryk. Nie wiedziałam, kto w tych fabrykach pracował. Miałam zacząć studia na kulturoznawstwie i przez myśl mi nawet nie przeszło, że przyjdzie mi kiedyś prowadzić zacięte polemiki o polskiej deindustrializacji.

W kawiarnianych dysputach panowała wtedy przygnębiająca atmosfera. Kolejna fala emigracji zrywała sieci społeczne. Dyskusje o przyszłości kończyły się niejednokrotnie poczuciem endogenicznej niemocy, którą można było jedynie zalać wódką po spotkaniu. Dyskusje o przeszłości nie były szalenie popularne i od wielu osób można było usłyszeć, że to „miasto bez Historii”. Ta sytuacja zaczęła się zmieniać, z różnymi skutkami. Mnie wciąż dręczyły pytania.

Kilka lat zajęło mi poznawanie łódzkiej przeszłości – od XIX wieku po czas transformacji ustrojowej – i dojście do wniosku, że cały ten okres łączy jeden stały element: los kobiet zatrudnionych w przemyśle włókienniczym. Łódź oparta była na przemyśle włókienniczym. Przemysł włókienniczy oparty był na zatrudnieniu kobiet. Proste odkrycie, które zmieniło całą moją perspektywę patrzenia na Łódź i dalej – na historię Polski i otaczającą nas rzeczywistość.

Długo zadawałam sobie pytanie, dlaczego włókniarki zamilkły.

Aż doszłam do wniosku, że włókniarki prawie zawsze milczały.

Teraz piszę o tym książkę. Poszukuję w historii krótkich momentów, kiedy robotnice mówiły we własnym imieniu. Na blogu będzie można podglądać zaplecze pracy – metaforyczne poszukiwania alei Włókniarek. Skrawki wywiadów, wyrywki z reportaży i archiwaliów, refleksje uboczne, artykuły, wydarzenia.

Ogłoszenie o niewygasającej aktualności: poszukuję byłych włókniarek, które zgodzą się na wywiad.

 

Akcja Cezarego Bodzianowskiego w ramach projektu "Miasto binarne: Łódź - Warszawa". Hasło "Najpiękniejsze Warszawianki to przyjezdne" zaczerpnął Bodzianowski z piosenki Ireny Santor.

Dokładnie ten baner zobaczyłam na nieistniejącym już starym „Fabrycznym”. Akcja Cezarego Bodzianowskiego była częścią projektu „Miasto binarne: Łódź – Warszawa”. Hasło „Najpiękniejsze Warszawianki to przyjezdne” zaczerpnął Bodzianowski z piosenki Ireny Santor.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s